Jak poszedłem do trochę nowszej pracy, to przyszło mi zainstalować tam sobie Ubuntu. Bo na wiki są przykłady do Ubuntu, bo wszyscy mają już doświadczenie, itp, itd. No dobra, czemu nie. A jak Ubuntu to Gnome, bo KDE4 zupełnie mi nie odpowiada. A jak Gnome to nauka nowych rzeczy, bo po prostu inne środowisko, albo po prostu nie da się niektórych ustawić. To poużywałem i po krótkim czasie miałem listę rzeczy, które utrudniają mi pracę.
A jezcze wyjaśnienie słowa, którego przypadkiem użyłem w tytule: używalność jest jak jadalność. Da się używać, da się jeść. A użyteczność to synonim słowa przydatność. Niewygodny serwis może być jak najbardziej użyteczny (świetnie robi co ma robić, przydaje się), ale może być kompletnie nieużywalny (trudny w obsłudze). Używalność = usability, użyteczność = usefulness.
Na początek menu z listą programów w Gnome. Ktoś miał iście bajerancki pomysł, żeby zawsze na początku wyświetlać okna z bieżącego pulpitu. Niby pro-user, ale… nigdy przez to nie mogę znaleźć okna, którego szukam. Zawsze muszę skanować listę i skupiać się na tym, czego szukam, bo menu w zależności od aktywnego pulpitu wyświetla programy w innej kolejności. Inaczej mówiąc: muszę cały czas pamiętać, na którym pulpicie jestem, zamiast co na którym pulpicie mam. Ja pamiętam, że: 1 = vimy, 2 = przeglądarki, 3 = komunikacja, 4 = inne śmieci. Nie odwrotnie. A menu mi pokazuje radośnie np. Pulpit 3, potem 1, 2, 4. Albo Pulpit 2, potem 1, 3, 4.
Metacity. Mam okno jakieś w tle (np. KMaila), łapię za Nautilusa, biorę trzy pliki na krzyż i chcę przeciągnąć. Nie mogę, bo Nautilus zasłania tę właściwą część okna wiadomości. No to Alt-tab… Ale w KDE, bo w Gnome nie działa. Jak coś „dragnę”, to Alt-tab przestaje działać bo tak. Dlaczego?
Metacity/przełącznik programów pod Alt-tab. KDE 3.5 pięknym przykładem jak to powinno być zrobione: lista pionowa, ikony po lewej, po prawej wszystkie tytuły od razu widoczne. Dodatkowo mogę kliknąć myszą we właściwy, jeśli akurat mam rękę na niej — nie muszę doklikiwać 9 razy tabem. W Metacity? Lista pozioma samych ikon. Wyświetlany tytuł tylko bieżącej ikony — rewelacja. Jeśli mam 5 Vimów, to muszę „tabować” i czytać za każdym razem podpisy. Kliknięcie myszą w przełącznik okien oczywiście nie działa. Ktoś mówił, że Gnome jest pisane żeby było proste? To miał rację. Proste, ale nie używalne.
Metacity/przełącznik programów ala Compiz, z miniaturkami. Ekstra bajer, tylko że te miniaturki niczego mi nie przypominają, bo każda wygląda średnio tak samo. Jeszcze gorzej nawet z np. Firefoksem, bo z każdą ostatnio zostawioną kartą miniaturka będzie wyglądała inaczej. Podobnie ma się sprawa z miniaturkami obrazów w GIMP-ie, które są używane jako ikony otwartych okien. Raz że i tak nic na takim pyrtku nie widać, dwa że dziwi się człowiek tylko „co to za jakieś śmieci mi się pouruchamiały?”
Metacity config: zmiana rozmiaru okna środkowym przyciskiem: „kup se myszę trzyprzyciskową, nie są drogie”. Już lecę do sklepu normalnie. Raz że klawisz-rolka jest niewygodny, bo w każdej myszy ciężej się wciska niż pozostałe, dwa — kto normalny będzie zmieniał myszę dla środowiska? Trzy: to jest zahardkodowane. Chcesz zmienić — przekompiluj.
KWin z KDE4/przełącznik okien¹. W KDE4 ktoś pomyślał, że doda ekstra bajer w postaci płynnie przesuwającego się podświetlenia. Tzn. przesuwającego się z opóźnieniem. Kliknę 5 razy i okazuje się, że zbyt późno puściłem Alt, bo podświetlenie co prawda wskazywało na właściwy program gdy puszczałem, to jednak w rzeczywistości jego intencją było wskazywanie na następny. Takie przesunięcie fazowe. Inna kwestia to taka, że z domyślnym tematem tego podświetlenia właściwie nie widać, bo to tylko ramka.
Krunner z KDE4. Wszystko ładnie, pięknie, ekstra, cool, dobrze że się da ustawić inny sposób dopełniania niż ten domyślny (znaczy: dobrze, że nie usunęli tej możliwości z KDE4). Ale gdzie jest opcja „uruchom jako inny użytkownik”?
W miarę nowe Psi. W starym Psi (ja to chyba mam Pedrito) pisałem pierwszą literę i do kilku razy strzałkę. I wskakiwałem pod odpowiedni kontakt. W nowym
po wciśnięciu klawisza wyskakuje „filtr”, którego działanie polega na tym, że po wpisaniu i odfiltrowaniu muszę złapać za myszkę i zaznaczyć jeden z odfiltrowanych kontaktów. Bo strzałki nie działają. Do tego na końcu muszę jeszcze ten filtr zamknąć. Było dobrze — zjebali. Choć na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że to ficzer.
Tyle listowania. Laikowi takie rzeczy nie sprawią problemu, bo raz, że nie ma swoich przyzwyczajeń, dwa że i tak wszystko robi powoli, bez pośpiechu, bo i tak musi się skupiać na każdej czynności osobno. A mnie po prostu denerwuje, jeśli coś nie działa odpowiednio szybko, albo wprowadza mnie w błąd. Ja „nie mam czasu”.
Z innych wrażeń po przejściu na Gnome'a — jakieś błędy ze schowkiem w Vimie (choć to może być przypadłość Ubuntowego Vima), albo panele, których nie da sie ukryć (minimum 1px muszą mieć ze swojej zasady działania), albo same się pokazują w zupełnie nieoczekiwanych momentach. Albo dziwactwa Ubuntu. W mc zmienili zachowanie klawisza M-o (kopiowanie panelu). Teraz zamiast kopiować wchodzi mi w drugim panelu na katalog, który miałem zaznaczony w pierwszym i przesuwa kursor w pierwszym w dół. PO CHUJ? Może ktoś nie używał M-o, to stwierdził, że niepotrzebne, a zamiast tego da inny skrót, który jemu odpowiada? No dobra, jakby nie patrzeć to jest inna klasa zagadnień. Pomijam.
Z zupełnie innej beczki: tydzień mi zajęło zanim się dowiedziałem jak w Gnome zmienić motyw kursora myszy. Bez guglania. Na początku radziłem sobie przez zmianę za pomocą panelu KDE4, a sposób zmiany w Gnome odkryłem przez przypadek. ;-)
Kończę waćpanny, bo zaraz jadę na pociąg. Szczęśliwej podróży — dziękuję.
¹ Czemu nagle KDE4? Bo zamiast Metacity uruchamiam sobie w Gnome KWina. I tak sprawuje się o niebo lepiej.